mloda-jg blog

Twój nowy blog

Powrót?

1 komentarz

Po ładnych kilku latach powrót? 

zobaczymy
lubię czytać tego bloga, to takie wspominanie mojej młodości, czasów mieszkania w Jeleniej Górze, kiedy nie przypuszczałam, że sie stamtąd wyprowadzę, potem stamtąd uciekłam, a teraz pragnę tam wrócić, ale nie będzie mi to chyba dane. 
„Demony” przeszłosci mnie doganiają? 
żyję wspomnieniami, nienawidze być taka nostalgiczna, wtedy wraca moje stare „ja” kiedy chodziłam cały czas zdołowana i rzadko się uśmiechałam.
Pamietam mój początek w Anglii kiedy zdałam sobie w którymś momencie, że ja się codziennie uśmiecham. Nie robiłam tego w Polsce!! Potrafiłam uśmiechnąc się raz na kilka dni, zaśmiać szczerze – bardzo rzadko. 
Dopiero teraz, przy mojej połówce czuje sie radosna, spełniona. Czuję siędobrze i się śmieję i uśmiecham.
Wiec dlaczego kurcze wspomnieniami wracam do tej pierwszej miłości? Za mało się chyba pokłóciliśmy na koniec, więc nie ma tejgoryczy.
Chyba każdy tak ma prawda? Wspomnienie pierwszej miłości to chyba żal za niewinnym, beztroskim czasem raczej. To dlatego, bo mam dość pewnie tego dorosłego zycia czasem. To za tymi małymi problemikami wtedy tęsknie przecież…
Dobrze wiem, że to teraz znalazłam swojego wymarzonego, że on i tlyko  on spełnia moje wymagania i oczekiwania. Przecież dobrze pamiętam jak mnie irytowały zachowania niektóre u moich innych facetów, a jego akceptuje w całości |(no prwie- nie przesadzajmy ;P). To on mi daje bezpieczeństwo, to tylko on się nie irytuje na moje słowa „schowaj mnie przed całym światem”, a raczej rzeczywiście mnie chowa, chroni, daje wsparcie. 
Jest cudownie. Mam poczucie bezpiecznego jutra, poczucie stabilizacji. Radość gdy wracam do domu – coś czego nie czułam nigdy odkąd przestałam być dzieckiem.
Dziękuje :)

2 komentarzy
…ale ja naiwna jestem…

1 komentarz
Boze! Pomoz Nam! Pomoz Mi! Nie wierze w Ciebie :( Czemu ja w Ciebie nie wierze!? Tak bardzo chce :( Smutno tak samej, kiedys mialam Ciebie, bylam szczesliwsza wtedy, bo zawsze ktos byl przy mnie i z Toba rozmawialam, Tobie sie zwierzalam, Tobie sie wyzalalam.

Wczoraj przeczytalam smsa od Ciebie, przypomnial mi Nasze spacery w zeszlym roku. Jak jeszcze nie pracowalismy, a nawet gdy ja tam jeszcze nie mieszkalam. Te spacery o kazdej porze roku, te nocne, okolo polnocy. Chodzilismy do parku, zawsze tego samego, chyba nawet zawsze ta sama droga. Albo do centrum, ogladalismy wystawy ksiegarn, jubilerow, sklepow meblowych. I rozmawialismy, rozmawialismy, rozmawialismy…
Bylo tak cudownie, tak dobrze, dlaczego czlowiek z czasem przestaje pamietac o takich rzeczach? Czemu ja o tym zapomnialam? Tylko sie niecierpliwilam przy wystawach? Ty sie Kochanie zmieniles bardzo przez ten rok. Dla mnie. Ja sie zmienilam jeszcze bardziej, ucieklam od Ciebie, tylko po co? Czemu? Przeciez wcale nie chcialam!
Czemu zycie tak boli?;(
Chce znow na spacery z Toba o Polnocy :(

3 komentarzy
Zwracam zycie mojemu blogowi…
Odswiezylam go i mam nadzieje, ze pisanie jakos bedzie mi szlo.

Wlasnie przeczytalam swoja notke sprzed 1.5 roku. O tym, ze nie godze sie z dorosloscia. Tak wiec caly czas jestem na anty, nic sie nie zmienilo, a ja jestem wierna swojemu spojrzeniu na swiat.
Nigdy nie pozwole na to bym kiedys powiedziala „widac tak musi byc”. Nigdy! Nic nie musi byc. Wszystko jest mozliwe.
To tylko ludzie leniwi i strachliwi tkwia w amoku gloszac jaki to ten swiat jest zly, a Pan Bog sie na nich obrazil.
Wlasnie dlatego jestem w Anglii. Gdybym zostala w Polsce stalabym sie nikim… zwyklym, szarym czlowiekiem, nie dazacym do niczego, powoli bym zapomniala o moich marzeniach o przyszlosci… Pozwolilabym sobie na zwykla egzystencje.
A ja tak nie chce! Bede to zmieniac bez wzgledu na to ile razy jeszcze bede musiala swoje zycie wywrocic do gory nogami.
Nie pozwole sobie odebrac szansy na szczescie „bo tak musi byc”.

Wszystko jest mozliwe :)

4 komentarzy
Czas na nową notke. Mieliśmy wcześniej trochę kłopotów z komputerem, ale nareszcie wszystko dziala.
Rok temu zarzekałam się mamie, że nigdy, ale to nigdy nie będę pracowała w banku. Choćby mi proponowali, ja się nie zgodze. I co? Życie zmusza.
Bank to bardzo dziwna instytucja. Do tej pory myślałam, ze banki sa po to by zakładać konta i dawać pożyczki, że jest miejsce nudne, gdzie pracownicy to szarzy urzędnicy. Najbardziej zastanawiało mnie na czym te banki zarabiaja, bo klasa o kierunku bankowść mnie tego nie nauczyła. Oj myliłam sie bardzo w swoich osądach.
Otóż banki są od inwestowania i jest to miejsce żywej dyskusji, niemal gorącej o panujących tendencjach na rynku. Jak dla mnie póki co czarna magia, ale gdy widzę swoją dyrektorkę szczęsliwą i prawie skaczącą z radości że wlasnie dobiła przed chiwlą z klietnem transakcji na x milionów złotych to myśle sobie, że może coś w tym jest jednak? Tylko że ja całkiem tego nie rozumie i podzielić nie potrafię jej radości.
Nie czuje tego
Bo dla mnie pieniądze są niczym ważnym. Zawsze tak było. Nie potrzebuję ich ponad stan.
Mi sa potrzebne tylko do zaspokajania moich podstawowych potrzeb. Dla mnie poza jedzeniem, spaniem (tej potrzeby akurat ostatnio nie zaspokajam ;P), piciem itp. jest też nauka.
Potrzebuje się uczyć, uczyć, uczyć. Pieniądze są mi potrzebne po to bym mogła opłacić szkołę i kupowac ksążki :)
Normalny człowiek uczy się by zarabiać, ja zarabiam by się uczyć… ;)
Proste

9 komentarzy
Jestem :)
Praca zdobyta :) odeszłam z biura rachunkowego na moje szczęście, bo bym tam się udusila za chwilę :/ praca odpowiedzialna a płacam inimalna – jak zwykle to bywa :/
Nowe stanowisko, to o którym nie chcialam pisać, żeby nie zapeszać :) Nazywa sie greeter. Jestem greeterem w CitiGold, to taki oddział CitiBanku dla klientów majacych na koncie sumy z wieloma zerami, dlatego mi tak zależało na tej pracy. Moja główna rola polega na tym, że mam udzielać pierwszych informacji klientom, poza tym jak przyjdzie jakiś VIP mam robić kawę, dzwonić po doradcę, że jego klient przyszedł, czasem ich umawiać z klientami, poza tym wysyłam i odbieram pocztę, i inne podobne temu bzdurki już mniejsze… sympatyczna praca z perspektywami… poza tym dbajao pracowników, którzy maja mnóstwo przywilejów, korzysci i dobre wynagrodzenie, a przede wszystkim i to chyba najwazniejsze, tam jest ciepło ;) i nie muszę ubierać 5 bluzek, zeby nie zmarznać, jak to było w biurze rachunkowym :)
Tak wiec teraz będzie mnie juz spokojnie stać na pójście sobie choc raz w miesiącu z moim jesooskiem do kina,mogę kupić Nam bez wyrzutów sumienia książkę, bo Nasza biblioteczka siepowoli rozrastaął do wymarzonych rozmiarów i zawartości :) i nawet jeszcze na płytę starczy :) Niewiele Nam do szczęścia potrzeba, prawda? Narezcie nie będę musiała się namyślać czy mogę sobie kupić tą książkę za 20 zł…
Biję się z myślami jeszcze czasem, tym bardziej, gdy patrzę na swoich rówieśników, ktorzy studiują… mnie to ominie, ale coś za coś niby… może kiedyś bedzie mnie stać na otworzenie czegoś wlasnego… albo wymyślę coś zwiazanego z tym co mnie interesuje, ale na razie planujesię trzymać tego miejsca, tym bardziej, że zespół jest bardzo młody, więc i atmosfera jest sympatyczna.
Cały mój świat to teraz będzie praca i Ukochany… Wychodzę o 7 rano wracam tuż przed 19… cieżko jest, ale mam nadzieje, ze to sie kiedys zmieni. Musze się wreszcie nauczyć cieszyc tym co mam, a nie płakać za tym co było lub za tym co bym chciała a tego mieć nie mogę…

9 komentarzy
Ten wielki Smutek mi wreszcie minął… ile ja na to czekałam, tak bardzo chciałam sie wreszcie od niego uwolnic i się udało, ale łatwo nie było… swoje przecierpiałam, przecierpieliśmy…
Dziś? Jutro? Wyprowadzamy się do Naszego Mieszkanka, gdzie nie będziemy miec Internetu na razie (bo pewnie długo bez niego nie przezyjemy ;D). Ja mam o tyle lepiej, że mam Internet w pracy :).
Siedzę sobie teraz a Ukochany pakuje swoje rzeczy do pudeł. Ja już dawno jestem spakowana, częśc rzeczy mam już zaniesione… resztę mam w plecaku… Co chwilkę podsuwa mi kolejną kopertę po rachunkach. Całą zapisaną z pytaniem „a to znasz?” i odkrywam kolejne nieznane mi jeszcze wierszyki, a tak śliczne… :) Nie wiem czemu, nie rozumie, nigdy nic tak na mnie nie oddziaływało… ale czasem kiedy przeczytam Jego wiersz łzy mi same lecą… może to ta świadomość, że są pisane dla mnie?
Już nie płaczę:)
Cudownie :)
cudownie jest nie płakać na każde wspomnienie przeszłosci, a ługo się od tego uwolnić nie mogłam :( na każde słowo o maturze, o studiach, o Jeleniej Górze, o rodzinie… za każdym razem płakałam, co nie tlyko mnie juz wkurzało…
Praca nadal mnie niesatysfakcjonuje, ale co ja na to poradzę?? Wciaż szukam innej pracy… teraz właśnie walczę o inną… dosć interesujące stanowisko, ale nie napiszę nic, nie chcę zapeszać…
Tak wiec to jest moja ostatnia notka na jakiś dłuższy czas…

7 komentarzy
…jak zwykle długo nie pisze… po drodze minęły trzy lata mojego bloga… tyle czasu, tyle się zmieniło.

Życie się na mnie uwzięło i postanowiło mnie wpychać w sytuacje których się bałam panicznie, których nie chciałam żeby się wydarzyly, a tymczasem właśnie na te tory los mnie pcha… ;(
Nie dostałam się na studia dzienne, wylądowałam na studium gdzie chyba tylko mi zależy żeby czegoś się nauczyć, albo po prostu jestem najbardziej błyskotliwa :/ Tak się przed tym broniłam, tyle się uczyłam, tyle wysiłku i nerwów… PO NIC!
Musiałam szukac pracy, wejść w nową rolę… i znalazłam. Jestem ksiegową… i znów… bardzo nie chciałam pracować za biurkiem 8 godzin. Panicznie się tego bałam, i bałam się księgowości ;( Wylądowałam w biurze rachunkowym, o tyle obrze, że klienci urozmaicają czas, że szefowa jest bardzo młoda i wesoła, że współpracownice są podobne…
Jestem z dala od domu. Wyprowadziłam się. Mój nowy adres jest w Brzegu. Mam tu już zameldowanie, kartę w bibliotece… nie znam tu prawie nikogo… czuję się samotnie… tęsknię bardzo za mamą… wiem jak to brzmi, ale nagle odkryłam jak bardzo jestem z Nią zżyta… ale kazdy kiedyś powinien przez to przejsć, ja postanowiłam że to będzie teraz…
Smutno mi ;(
Czy nie za bardzo??
To sie chyba już nazywa depresją, gdy człowiekowi jest smutno caly czas nieprzerwanie przez kilka miesięcy ;(
Nie chcę być już smutna!! ;(
Mam już dosyć smaku łez!! ;(
Niech to sie wreszcie skończy!! ;(

4 komentarzy
Nie pisze nic bo chyba nie mam co i nie mam po co…
Przez te dwa miesiące rozpatrywalam też zakończenie życia mojego bloga, ale sentyment wygrał, bo tyle tu historii zostało spisanej…
Jest koniec sierpnia, niedługo koniec lata, a ja jeszcze nawet wakacji nie poczułam. Wciąż nauka, egzaminy, jakieś sprawy do załatwienia, „praca”.
Prawda, miałam kilka dni wytchnienia, gdy pojechaliśmy sobie na Castle Party i na Woodstock, a potem do mojej rodziny na wieś. Po tych doświadczeniach stanowczo odradzam Woodstock, bo to jeden wielki syf i pijaństwo, chyba, że ktoś aż takim estetą nie jest… ja miałam dość w dzień przyjazdu i wstyd się przyznać, ale dugiego dnia w ogołe nie byliśmy pod dużą sceną, na koncercie Oddziału Zamkniętego jedliśmy kolację, a Hey przespaliśmy, z tego prostego powodu, że nie wiedzieliśmy kto gra. Za to polecam Castle Party, bo naprawdę warto odłożyć przez rok te, powiedzmy, 300 zł i tam poszaleć :)

Jeśli chodzi o szkołe to nadal nie wiem na czym stoję i szczerze mówiąc czuję się jak bym wisiała w jakiejś próżni. Nie mam domu, nie mam szkoły, bez planów calkowicie, co źle wpływa na mój stan psychiczny. Do domu rodzinnego już tylko wpadam na chwilkę, robie pranie, jadę dalej, od ponad miesiąca, mój świat mieści się w plecaku. Chcę sie wyprowadzić, ale jeszcze nie wiem czy mam gdzie, pracy szukać nie mogę, bo nie wiem, czy będę studiować czy nie, a 19. czekają mnie jeszcze egzaminy wstępne na socjologię (dzienną-dodatkowy nabór). Z tą socjologią to jedna wielka historia, której nie chce mi się opisywać. A z kulturoznawstwem kolejna historia. Podsumowując, jeszcze i tu i tu mogę się dostać.
Tułam się tak z miejsca na miejsce, samotna, zapomniana i smutna, mając przy sobie tylko Mojego Jedynego.
Tak bardzo chcę już znaleźć swoj miejsce, wiedzieć na czym stoję, wiedzieć co mogę robić… ;(

7 komentarzy
Miesiac minął od poprzedniej notki… ja nie wiem, jakoś ostatnio każda przeżyta przeze mnie chwila jest tą, która moze zawżyć na moim zyciu… albo jest chociaż bardzo wazne :] Miesiac minął, a tyle się wydarzyło, tyle stresów, tyle rzeczy, jakby minęło przynajmniej pół roku. Po kolei. I znów podzielę notkę na to co u mnie słychać i na moje przemyślenia… chyba ;)

Pracę dyplomową napisałam, oddała, poszłam tego 13. ją obronić. Temat miałam genialny. Wszyscy się obawiali pytań pana dyrektora, ja sie nie balam z prostego powodu. Pan dyrektor nie mógł mi zadać pytania, bo kompletnie nie znał się na tym o czym napisałam ;) („Internet jako nowe srodowisko marketignowe”). Poszło szybko, łatwo i dostalyśmy z Magdą po 5 :) a przy okazji dodam, że nasza praca dyplomowa była najgrubsza :) napisałyśmy ok 110 stron:) kiedy wymagano 60 ;)
Pewnego dnia siedzialam sobie przy komputerze rozmyślajac nad studiami… niby wiedziałam, że chcę złożyć papiery na socjologie i politologię, ale coś mi nie grało. Przejrzałam raz jeszcze dostepne kierunki na UWr i moje oczy zahaczyły o kulturoznawstwo. Poszukałam dokładnych informacji na temat tego kierunku :) W porę się zdecydowałam ;) termin składania papierów byl za 3 dni. To był wariacki czas:] ale papiery zostały złożone i w piątek miałam egzamin. W ciągu dwóch tygodni bylam ładnych parę razy we Wrocławiu, kilka razy w Brzegu:) :*, kilka dni w Zielonej Górze i na koncercie w Poznaniu, a w międzyczasie uczyłam się do egzaminu…
Uczyłam się jeszcze w drodze na egzamin. Obkutą mam filozofię, historię sztuki i literaturę… a pytania były banalne… ale zobaczymy czy się dostanę… boje się. Egzamin na socjologię mam 14.
Mama za to zadala mi wczoraj ciekawe pytanie: a co zrobisz jak sie dostaniesz na obydwa kierunki ;) odpowiedziałam: chciałabym mieć taki problem ;)

Moje przemyślenia… wlaściwie nie wiem co chcę tu napisać… że nie wiem gdzie est moje miejsce? Moze inaczej, że ja nigdzie nie pasuję… znów się tak poczułam. Kiedys tak nie było, przez krótką chwilę, ale było dobrze, a tu? Znów obca. Patrzyłam i nic nie widziałam i tylko zadawałam sobie pytanie „co ja tu robię?”. Nie wiem co jest ze mna nie tak. Może ktoś będzie potrafil mi to wyjasnić to bardzo proszę :] Ze mna najczęsciej jest, że im bardziej poznaję kogoś, tym bardziej obcy mi się wydaje – śmiesznie…


  • RSS