mloda-jg blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2003

23 komentarzy
… nareszcie i ja doczekałam się swojego wyjazdu na wakacje…
…kiedy noga jest na tyle sprawna by gdzieś pojechać bezpiecznie wyjeżdżam by się odstresować… ;)

5 komentarzy
Kiedyś trafiłam w TV nawypowiedź pewnej pani socjolog, która powiedziała, ze teraz w dobie Internetu człowiek, wbrew pozorom, jest bardziej samotny niż kiedykolwiek…
wtedy pomyślałam sobie, że mówi bzdury, bo przecieżw internecie mam tyle znajmych, jak mogę być samotna?
Teraz po jakimś roku przyznałam jej nareszcie rację.
Może i mam „przyjaciół” w wirtualnym świecie, dzięki temu „wynalazkowi” cywilizacji mam w całej Polsce masę znajomych (bo np. takie ffc jest wszędzie ;D), ale co mi z tego, jak w moim mieście nie potrafie odnaleźć ludzi z którymi miałabym wspólny język…
…a mama się zaczyna o mnie martwić ;D

8 komentarzy
Nie zaglądałam do Internetu od kilku ładncyh dni…
w sobotę wyjechałam do Leszna żeby kibicować szwagrowi w „Zmaganiach Miast”.
Jak ktoś chce to moze oglądać w TVN-ie w sobotę ;) teraz będzie leciało nagranie z Zielonej Góry, z Leszna za tydzień, z mojej Jeleniej Góry za dwa tygodnie…
Bawiłam sie świetnie… cud że mogłam mówić następnego dnia.
I był koncert Raz Dwa Trzy… które nie za bardzo mnie zachwyciło, a raczej uspało i znudziło, za to po 22 był T.Love.
Niestey publicznosć Leszczyńska okazała się markotna i siedziała z nijakim wyrazem na twarzy zamiast sie uśmiechać, bawić się, skakać. Byliśmy daleko od sceny, a Muniek uslyszał nasze „tak sie bawi, tak się bawi, Je-le-nie!” i nas ze sceny pozdrowił.
Bawiłam się z naszą drużyną jeleniogórską, kto chce zobaczy w TV ;)
heh… po zaśpiewaniu wiązanki „tak się bawi…” i „Jelenia góra sialalalala…” nasz bębniarz powiedział” zaśpiewajmy coś normalnego… a na to zespół: „Domowe przedszkole, wszystkie dzieci kocha…” :-) ludzie przed 30 :)))))))))
W autobusie usłyszałam jeszcze w ich wykonaniu „Zielonego Ogórka” i „Chi hua, hua”
Bawiłam sie świetnie… nie mogę sie doczekać soboty.
Nasz wodzirej wykonał tańce w czasie przerwy między konkurencjami… („robimy masełko” „jedno jajko, drugie jako” to takie tance, dla wiadomości… ;D)
Każdemu zyczę takiego dnia do przeżycia ;)

11 komentarzy
… ja wiem, że ja ostatnio nie pisałam nic i to nie moja wina, że ciągle żyję tym zlotem…
Poznałam ludzi których chciałam poznać od roku i dla mnie tego dnia głównymi bohaterami wbrew pozorom nie były Łezki a moje forum kochane, bo to tych ludzi pragnęłam od tak dawna poznać…
dla osłody życia historia wzięta z życia mojej siostrzenicy:
siostrzenica:mamo kupisz mi loda?
-nie
siostrzenica:czemu?
-bo kaszlesz
siostrzenica:a jednak
albo jeszcze jedna:
siostrzenica zrzuciła pilot za kanapę i mówi: „pilot no nie bądź taki wychodź stamtąd”
….a tak naprawdę to ja nie mam co pisać…

21 komentarzy
Może zdąrzę opisać zlot… ;)dla niezorientowanych kto jest kim w zespoly Łzy będę pisała w nawiasach ;) a to wszystko było tak:
W piątek miałam pociąg o 6:57, ale obudzić musiałam się o 4, czyli wtedy kiedy niektórzy szli spać po Pietrowicach ;) rano zdążyłam nawet wysłać jeszcze sms-ki do Martynki :*. I pojechałam na stację, kupiłam bilet, usiadłam sama w przedziale… niestety po jakimś czasie dosiadł się do mnie śmierdzący facet (fe!), ale jakoś dojechałam do Wrocławia i poszłam przed wejście główne pod lewą kolumnę o strony stacji ;P i czekałam na Ewę (Ja-Samotna), któa miała zaraz przyjść. W „międzyczasie” spotkałam koleżankę z podstawówki, która jak sie okazało przyjechałą tym samym pociągiem, a ja jechałam z tym śmierdzącym facetem! :(, potem jakiś facet obleśny podszedł i nie powiem co mi zaproponował, ale to nie była fajna propozycja… zamiast siewystraszyć to wybuchnęłam mu prosto w twarz śmiechem ;) i powiedziałam dusząc się śmiechem „nie!” i poszedł, a japostanowiłam przejść w mniej widoczne miejsce… i nareszcie po 40 minutach przyszła Ewa, poznałyśmy się od razu! Poszłyśmy po jej bagaże, potem przeszłyśmy cały dworzec w zdłuś i wszerz w poszukiwaniu kawy dla mnie, aż nareszcie kiedy sobie kupiłam taką kawę jak chciałam to oblałam mój ładny, nowy, biały bezrękawnik :(. Podjechał nareszcie nasz pociąg do KAtowic, wsiadłyśmy i cudem znalazłyśmy wolne miejsca. Postanowiłam zmyć tą plamę i poszłam do kibla w pociągu, nikt mi nie powiedział, że zielone papierowe ręczniki farbują :( no i plama nie była już brązowa tylko lekko zielona :/ a podróż dalsza minęła na zapewnieniach Ewy że jej nie widać, ale jabyło widać ;) Kiedzy byliśmy w Zabrzu, powiedziałam, że Katowice muszą być niedaleko, więc wstałyśmy i tak stałyśmy na tym korytarzu w pociagu jeszcze 20 minut :) i pamietajcie Katowice nie są blisko Zabrza jak sie jedzie pociagiem ;). Na stacji czekał na nas Frezzer :* Mieliśmy troszkę czasu, zanim reszta z Rybnika przyjdzie, więc z Ewą postanowiłyśmy kupić cos Karinie (menagerka Łez) za nocleg. Po dyskusji jak wygląda świeczka w kształcie stożka kupiłyśmy maskotke Słonika-Stójkę, bo wszystko mu stało ;). Idąc na stację spotkaliśmy Syriel, Ally, Moona, potem toruniaków ;) („Wy jesteście z forum Łez?” :D ) i poszliśmy na peron, ale jak się okazało pociag z Rybnika już dawno był ;), ale szybko znaleźliśmy „zguby”. Przywitania, poznałam osoby, które znałam od ponad roku tylko w necie (Martynko moja siotro kochana :*********). Potem na przystanek autobusowy i na koncert. Nam iejscu weszliśm sobie bez biletów „pod parasolki” i szykowaliśmy miejsce na spotkanie z zespołem, ale nas wyrzucono, bo nie mieliśmy biletów i tu się maciek durczak (drugi menager Łez) popisał. Nie mógł nam dostarczyć biletów bo jadł lunch, to nic, że był obok jak nas wyrzucano… Czekając na łaskawość durczaka co poniektórzy bawili się moją komórką i skasowali mnie na 85 gr. ;) Weszliśmy nareszcie po tym jak bilety nam dostarczyła asystentka durczaka… Weszliśmy i szukaliśmy miejsca na spotkanie z Łezkami, ostatecznie okazała się tym miejscem trawka ;) Usiadłam i cierpliwoe czekałam, gdy niektórzy bawili się na karuzelach („Zabij się, zabij się, lalalala” ;) było Was słychać na dole). I nareszcie zespół przyszedł , a my dostaliśmy koszulki ffc ,jak isę okazało później nie tylko ffc je dostało ale też i przypadkowe osoby (jakiś facet w koszulce ffc spytał się Kasi jak się dostać do fyfycy :)))))) ). I zdjęcia i autografy. Ania musiała się spieszyć, bo miała podobno wywiad jeszcze i musiała sie do koncertu przygotować, za to chłopcy wszystko nadrobili. Martynka podpadła wylewając piwo… chyba Rafała (gitarzysta Łez), ale wybaczył :), Miałam okazję poznać nie tylko Adriana (gra na klawiszach Łez ;D ), ale i jego żonę i ich dziecko w brzuszku Marty jeszcze… i ich kuzyna :) i w ogóle ;). Adam złożył mi autograf na komórce, ale się starł już :(. i Poszli, a my z nimi pchać się pod scenę ;) Pod sklepikiem Łez próbowaliśmy złapać Karinkę (menagerka) żeby dać gdzieś plecaki, ale niestety nie złapaliśmy, za to był z nami wywiad do gazety, ale w połowie uciekliśmy pani redaktor, bo usłyszeliśmy znajome dźwięki :) kto mógł biegł, kto nie skakał na jednej nodze byle szybciej ;) Pod barierki dostaliśmy się metodą pchania się;) ąz byłam prawie pod barierkami… pilnowałam bagaży co było świetnym rozwiąaniem, bo sie przydały do pchania do przodu. I tu Jesoos podpadł mi drugi raz, bodostałam od niego z łokcia w oko ;), ale przeprosił :). Nie wiem jak to się stało, ale nagle mogłam skakać i kostki wyzdrowiały :). W czasie „trochę wspomnień” była przygrywka której nie było zwykle, więc ffc zaczeło śpiewać przed Anią, która była chyba mile zaskoczona jak usłyszała, że śpiewamy „zapisałam to na śneigu daleko stąd, pare oczywistych ważnych słów, tak naprawdę to Ty nigdy nie kochałeś mnie już nie czytasz moich listów”. Koncert szybciutko minął :( Bis Adam (gitarzysta) zadedykował dla nas czyli FFc powiedział, że pewnie gdyby nie my to by dalej grali gdzieś jedynie za puszke piwa… Na koniec bisu wyrwał strunę, przy czym poranił sobie trzy palce… a struna ostatecznie wylądowała u Oli (Lukrecja_15), a Dawid rzucił pałeczki, które zlapał chyba Benektorun. Po koncercie, poszliśmy pod sklepik. Porozmawiałam troszkę z Arkiem (gitarzysta)… spytałam czy widział jak mu machałyśmy, no bo Arek stał na scenie z włosami na oczach i z poważna minął, więc powiedziałam, żebyśmy mu pomachały i machałyśmy do niego w czasie koncertu dopóki sie nie uśmiachnął ;). Potem odprowadziliśmy tych co jechali pociągiem do Rybnika :( i sie zrobiło smutno. Pogadałam troszkę z Adamem… Musiałam złapać KArinkę u której miałam nocować. Kiedy ją z Ewą zauważyłśmy to się biedna przewróciła („patrz Karinka biegnie, wołamy ją!” „Ka-ri… oj! przewróciła się” ;D )no i jej nie złapałyśmy, więc postanowiłyśmy poprosić Adama o pomoc „zawołasz Karinę później?” „dobrze zawołam” i dalej gadał a my z Ewą zdenerwowane, że zostaniemy same… Potem się spytałyśmy czy może nas wprowadzić za barierki, żebyśmy doszły do busa… Po czym Adam przekazał podobno Karinie „Karina idź pod barierki, bo jakieś spanikowane dziołchy na Ciebie czekają” i świetnie zostałam zapamiętana w oczach Adama jako spanikowana dziołcha ;). Opłacało isę, bo Karina przyszła :). Zaprowadziła nas do busa Łezkowatego. Wsiadając podeptałam niechcący Adriana (klawisze), a to przez mamę, bo dzwoniła, jak ja wsiadałam :). Pamiętam dokładnie kto gdzie siedział ;) hehe… Przede mną Rafał (gitarzysta), obok Karinka (menagerka), obok KAriny Ewa, potem Kathleen, przed nimi Klaudia (Karina jest jej ciocią) i Ola (Lukrecja_15), dlaej Adrian (klawisze) z żoną, Arek naprzeciw mnie i Dawid z przode całkiem :). Rozwoziliśmy powoli zespół, a my podczas tej drogi sobie gadaliśmy (Kathleen: „bo Ty KArina masz moją lalkę voodoo w torebce” Karinka: „Acha” ;) ) i przedstawiliśmy Karince plan podpalenia domu durczaka :D. W domku u Kariny zjedliśmy sobie kolację. Klaudia zaczęła nam gadać po ślązacku „idziemy na wierch?” Kasia: „ale my jesteśmy na wsi” Klaudia „ale na wierch” my:”?????” Klaudia „no na górę!”. W rezultacie poszła sama Klaudia, ale najpierw sie pobawiła z Kasią w „ciepło-zimno” chowając Kasi piwo. Wszyscy poszli spac, a my gadałyśmy… Kasia obiecała KArinie posprzątać kuchnię. Heh… godizna 2 w nocy a KAsia zamiatała salon :) Ola wymogła na Kasi obietnicę że da sie nakarmić cukrem :), potem troszkę cukru wylądowało u Kasi w piwie, na co Kasia powiedziała, że „teraz smakuje jak Warka”, a kiedy Ola dosypała jeszcze jedną łyżeczkę była to „przeslodzona Warka w puszcze Tyskie” ;). Kasia postanowiła w którymś momencie sprawdzic co Karina ma w barku ;) wyciągneła jakąś butelkę: „Patrzcie co menagerka Łez musi pić, jakieś wino malinowe… ej! to jest zwykła tania malinówka! Patrzcie za kilka złotych! Biedna Karina” :)… to był sok malinowy nie wino…:) Jeszcze pooglądałyśmy jakie płyty ma Karinka i ma dobry gust :) w międzyczasie: Ola: „o! Wyszkoni” Ewa: „o! Komar!” hehe na co Ola: „każdy latający owad to Wyszkoni” ;). Przeniosłyśmy siędo biura, gdzie zrobiłyśmy sobie zdjęcia z platynową płytką i dwiema złotymi… pogadałysmy. O 4 nad ranem nie wytrzymałam poszłam spać, dziewczyny też, ale zamiast na górę to zasnęłyśmy na dole ;).
Nie mam siły dalej pisać mam nadzieję ,że usatysfakcjonowałam Was ta relacja ;)

15 komentarzy
Jutro raniutko jadę na Łezki do Katowic…
Nie ma słów którymi mogłabym opisać radość którą czuję :D

4 komentarzy
Zwykły wakacyjny dzień… codziennie tensam scenariusz ;)
Siadam do komputera około 20 z myślą „posiedzę na forum, zagłosuję na Łezki z rozgłośniach i poczytam blogi… potem już tylko czat”
Tak mi jakoś czas szybko ucieka i na czacie często jestm do piero koło 22 a wchodzę z myślą „dziś tylko godzinka mi wystarczy”.
I siedzę na czacie Łez… o 23 zaczynam przysypiać i marudzić, że powoli kończę, ale jakoś wszystko mnie nadal tam trzyma…
o 24 zazwyczaj przychodzi mama i pyta: „to o której idziemy spać?”
Po czym mama idzie spać do siebie a ja mam zapalić lampkę by mamie światło nie przeszkadzało…
O godzinie 0:30 zaczynam się żegnać ;), a 1 nachodzi mnie myśl, że przecież czeka mnie jeszcze 200 brzuszków do zrobienia, co ja robie jeszcze na czacie?
Z czata wychodzę zazwyczaj po 1 :)
W rezultacie kładę siedo łózka dopiero o 2 :)
Rano budzi mnie budzik o 10:30 a ja sie budzę i sobie obiecuję: „dzisiaj już nie pójdę tak późno spać, na czacie zostane najpóźniej do 23″
Po czym robie sobie śniadanko popijane kawą :)
W dzień życie mi umilają różni ludzie… a to Ukochany przyjdzie, a to siostra z dwoma łobuzami jakimi są moje siostrzenice malutkie, a to tata naprawiając spłuczkę w ubikacji zaleje ubikację i siebie przy okazji ;) (na szczeście już naprawiona”.
I tak o 20 wchodzę do Internetu, na forum, na blogi, na rogłośnie radiowe przeróżne, sprawdzam pocztę… schodzi mi sie do 22 a potem na czata z obietnicą że zostanę tylko do 23, ale jakoś wszyscy nagle mają do mnie jakąś sprawę :)
Następnego dnia rano budzę sie znow z myślą, że więcej nie pójdę tak póxno spać… i znów kawa do śniadania na „dzieńdobry” ;)
i wcale nie mam monotonnych wakacji :)

12 komentarzy
Dziś napiszę tylko coś odnosnie mojej wczorajszej notki…
poznałam szczegóły już i wiem jak było… poraz kolejny pozory mylą.
Ta dziewczyna była zaćpana, dlatego była ledwo żywa, a chłopak próbował wyrwać jej resztkę narkotyków, dlatego ona wołała „ratunku!” ludzie któzy widzieli szarpaninę wiadomo co pomyśleli, a chłopak sie przestraszył dlatego uciekł…
…nie wiem czy dziewczyna żyje, podobno lezy w szpitalu naprzeciw mojego bloku…

6 komentarzy
…w piatek pisałam o imprezie w Rębiszowie… dzisiaj się kończyla i wszcy wracali…
…moja mama miała do pracy na godzinę 7 rano. Wysiadła z pociągu nagle patrzy biegnie młody człowiek a za nim staszi ludzie, kiedy przebiegali obok mamy krzyknęli „niech pani go łapie! On zamordował przed chwilą dziewczynę!”
Chłopak wsiadł do pociągu którym przyjechała moja mama…
…dziewczyna leżała w krzakach odwieziono ją erką nie wiem czy przeżyła, a policja nasza polska mordercy (a moze jednak nie mordercy :( )nie złapała, bo przyjechała godzinę po fakcie…

11 komentarzy
Byłam wczoraj w Lubaniu, po drodze odwiedziłam mamę w pracy w Rębiszowie…
…nie wiem jaki tam miał być koncert w każdym bądź razie było dużo punków itp. ludzi :)
Wracając z Lubania mama dosiadła sie do mnie z koleżanką i rozmawiały na temat młodzieży, która przyjechała tak tłumnie na koncert w Rębiszowie.
Mojej mamy koleżanka zaczeła nas namawiać żebyśmy przyjechali w niedzielę do Rębiszowa bo tam będzie jużNORMALNY koncert dla NORMALNYCH ludzi… ale mi się ciśnienie podnisło… żeby nic nie powiedzieć głupiego siedziałam cicho i udawałam że śpię… :/ a w głębi byłam zirytowana tym że dorosła kobieta mówi coś takiego…
Młodzież która przyjechała oceniła jako nienormalni dlatego że na głowie mieli irokeza, dredy itp. a na brodzie widziałam nawet warkoczyki, oraz dlatego że czuć było od nich alkohol. Jestem pewna, że nie od wszystkich i łatwo jest uogólniać…
Nie wiem kim była ta pani jak była młoda, jak wyglądała, czego słuchała i czy rzeczywiście nie piła alkoholu, bo jeśli ona nie była zbuntowana tylko była „grzeczna” i siedziała zamknięta w domku nigdzie nie wychodząc i nie bawiąc się to jej nie zazdroszczę…. i jeśli tak wygląda NORMALNY człowiek to ja chcę być nienormalna.
Nie podoba mi się jeszcze to, że miała zarzuty że te osoby po alkoholu… bo na NORMALNEJ imprezie w niedzielę napewno będzie alkohol w dużych ilościach a różnica będzie polegała na muzyce…
Tym bardziej przykro mi się zrobiło gdy to słyszałam, bo wsiadając do pociagu w Rębiszowie do Lubania zobaczyła, że z tego pociągu wysiadł mój kolega ze szkoły. Osoba jedna z najbardziej lubianych w szkole, przez uczniów i nauczycieli, osoba taka która bierze czynny udział w życiu szkoły, ktoś kto naprawdę ma wspaniałą osobowość…

  • RSS