Nie pisze nic bo chyba nie mam co i nie mam po co…
Przez te dwa miesiące rozpatrywalam też zakończenie życia mojego bloga, ale sentyment wygrał, bo tyle tu historii zostało spisanej…
Jest koniec sierpnia, niedługo koniec lata, a ja jeszcze nawet wakacji nie poczułam. Wciąż nauka, egzaminy, jakieś sprawy do załatwienia, „praca”.
Prawda, miałam kilka dni wytchnienia, gdy pojechaliśmy sobie na Castle Party i na Woodstock, a potem do mojej rodziny na wieś. Po tych doświadczeniach stanowczo odradzam Woodstock, bo to jeden wielki syf i pijaństwo, chyba, że ktoś aż takim estetą nie jest… ja miałam dość w dzień przyjazdu i wstyd się przyznać, ale dugiego dnia w ogołe nie byliśmy pod dużą sceną, na koncercie Oddziału Zamkniętego jedliśmy kolację, a Hey przespaliśmy, z tego prostego powodu, że nie wiedzieliśmy kto gra. Za to polecam Castle Party, bo naprawdę warto odłożyć przez rok te, powiedzmy, 300 zł i tam poszaleć :)

Jeśli chodzi o szkołe to nadal nie wiem na czym stoję i szczerze mówiąc czuję się jak bym wisiała w jakiejś próżni. Nie mam domu, nie mam szkoły, bez planów calkowicie, co źle wpływa na mój stan psychiczny. Do domu rodzinnego już tylko wpadam na chwilkę, robie pranie, jadę dalej, od ponad miesiąca, mój świat mieści się w plecaku. Chcę sie wyprowadzić, ale jeszcze nie wiem czy mam gdzie, pracy szukać nie mogę, bo nie wiem, czy będę studiować czy nie, a 19. czekają mnie jeszcze egzaminy wstępne na socjologię (dzienną-dodatkowy nabór). Z tą socjologią to jedna wielka historia, której nie chce mi się opisywać. A z kulturoznawstwem kolejna historia. Podsumowując, jeszcze i tu i tu mogę się dostać.
Tułam się tak z miejsca na miejsce, samotna, zapomniana i smutna, mając przy sobie tylko Mojego Jedynego.
Tak bardzo chcę już znaleźć swoj miejsce, wiedzieć na czym stoję, wiedzieć co mogę robić… ;(