Ten wielki Smutek mi wreszcie minął… ile ja na to czekałam, tak bardzo chciałam sie wreszcie od niego uwolnic i się udało, ale łatwo nie było… swoje przecierpiałam, przecierpieliśmy…
Dziś? Jutro? Wyprowadzamy się do Naszego Mieszkanka, gdzie nie będziemy miec Internetu na razie (bo pewnie długo bez niego nie przezyjemy ;D). Ja mam o tyle lepiej, że mam Internet w pracy :).
Siedzę sobie teraz a Ukochany pakuje swoje rzeczy do pudeł. Ja już dawno jestem spakowana, częśc rzeczy mam już zaniesione… resztę mam w plecaku… Co chwilkę podsuwa mi kolejną kopertę po rachunkach. Całą zapisaną z pytaniem „a to znasz?” i odkrywam kolejne nieznane mi jeszcze wierszyki, a tak śliczne… :) Nie wiem czemu, nie rozumie, nigdy nic tak na mnie nie oddziaływało… ale czasem kiedy przeczytam Jego wiersz łzy mi same lecą… może to ta świadomość, że są pisane dla mnie?
Już nie płaczę:)
Cudownie :)
cudownie jest nie płakać na każde wspomnienie przeszłosci, a ługo się od tego uwolnić nie mogłam :( na każde słowo o maturze, o studiach, o Jeleniej Górze, o rodzinie… za każdym razem płakałam, co nie tlyko mnie juz wkurzało…
Praca nadal mnie niesatysfakcjonuje, ale co ja na to poradzę?? Wciaż szukam innej pracy… teraz właśnie walczę o inną… dosć interesujące stanowisko, ale nie napiszę nic, nie chcę zapeszać…
Tak wiec to jest moja ostatnia notka na jakiś dłuższy czas…