Czas na nową notke. Mieliśmy wcześniej trochę kłopotów z komputerem, ale nareszcie wszystko dziala.
Rok temu zarzekałam się mamie, że nigdy, ale to nigdy nie będę pracowała w banku. Choćby mi proponowali, ja się nie zgodze. I co? Życie zmusza.
Bank to bardzo dziwna instytucja. Do tej pory myślałam, ze banki sa po to by zakładać konta i dawać pożyczki, że jest miejsce nudne, gdzie pracownicy to szarzy urzędnicy. Najbardziej zastanawiało mnie na czym te banki zarabiaja, bo klasa o kierunku bankowść mnie tego nie nauczyła. Oj myliłam sie bardzo w swoich osądach.
Otóż banki są od inwestowania i jest to miejsce żywej dyskusji, niemal gorącej o panujących tendencjach na rynku. Jak dla mnie póki co czarna magia, ale gdy widzę swoją dyrektorkę szczęsliwą i prawie skaczącą z radości że wlasnie dobiła przed chiwlą z klietnem transakcji na x milionów złotych to myśle sobie, że może coś w tym jest jednak? Tylko że ja całkiem tego nie rozumie i podzielić nie potrafię jej radości.
Nie czuje tego
Bo dla mnie pieniądze są niczym ważnym. Zawsze tak było. Nie potrzebuję ich ponad stan.
Mi sa potrzebne tylko do zaspokajania moich podstawowych potrzeb. Dla mnie poza jedzeniem, spaniem (tej potrzeby akurat ostatnio nie zaspokajam ;P), piciem itp. jest też nauka.
Potrzebuje się uczyć, uczyć, uczyć. Pieniądze są mi potrzebne po to bym mogła opłacić szkołę i kupowac ksążki :)
Normalny człowiek uczy się by zarabiać, ja zarabiam by się uczyć… ;)
Proste